środa, 15 września 2010

...

Krecilam sie ostatnio po swiątyni handlu i szczesliwosci czyli Arkadii w poszukiwaniu czesci garderoby, ktore na razie wolno mi kupowac samodzielnie, gdyz moj szkodliwy gust nie narobi im obciachu. Czyli skarpetek, majtek, osmielilam sie kupic kilka bluzeczek gdyz w Arkadii mozna zwracac towar. Niedaleko krecila sie dziewczyna- przerazliwie chuda, o wielkich cierpiacych oczach. Sciagala moj wzrok co chwila- na co byla/jest chora? czy cierpi? Czy ma kogos kto stoi u jej boku? Sprowokowala u mnie cala serie refleksji lacznie z wdziecznoscia za los ze na razie nie doswiadcza mnie on jakos szczegolnie.

Wczoraj z Gali spojrzala na mnie znajoma twarz straszliwie chudej dziewczyny o cierpiacych oczach. Najpierw pomyslalam sobie ze nie to niemozliwe, przeciez tamta byla wyraznie CHORA. Ale pozniej zaczelam sobie kojarzyc ze ludzie sie ogladali, ze ktos robil zdjecie, ze jakies mlode dziewczyny rozmawialy i ze padlo nazwisko krzyczace do mnie z okladki kolorowego magazynu. Chuda i wyniszczona dziewczyna. Ikona mody.

czwartek, 9 września 2010

Moge jeszcze o szkole?

Szkola uczestniczy w akcji "lekki tornister"

1. idea szafek amerykanskich zostala wypaczona bo dzieci maja tam trzymac buty i kurtki, poza tym malo co sie miesci, i tak do domu ksiazki trzeba nosic i w ogole bez sensu.

2. po co komu ksiazka do techniki? Do religii? Do plastyki?

3. dlaczego do matematyki trzeba nosic 3 ksiazki?

poniedziałek, 16 sierpnia 2010

Casus matematyki

Były kiedys takie czasy gdy na koncu podrecznika szkolnego byla wyrysowana tabelka- w tabelce bylo miejsce na imię i nazwisko ucznia oraz rok szkolny. Na bezuzytecznych lekcjach PO radzie pedagogicznej, gdy wszystkie stopnie juz sa wystawione i nikomu sie nie chce uczyc oraz nikomu nie chce sie uczyc, poniewaz jak wiadomo szkola polska potrafi uczyc wylacznie gdy ma bata w postaci stopni nauka dla nauki nie istnieje- wieksi cwaniacy wystawiali wtedy stopnie na przyszly rok szkolny i lekcje prowadzili- no wiec na tych bezuzytecznych lekcjach wszyscy zespolowo gumkowali podreczniki. A potem oddawali je do biblioteki szkolnej. A potem dostawala te podreczniki mlodsza klasa. Jak sie bylo dobrym uczniem co dba o ksiazki mozna bylo zarobic nawet fabrycznie nowy zestaw- mozna bylo sobie przekazac pytania ze sprawdzianu , mozna bylo do starszej kolezanki zagadac ze sie dostalo po niej ksiazke.

nawet wtedy istnial casus matematyki- ktora jak wiadomo jest najdynamiczniejsza z nauk. Podreczniki od biologii sie dziedziczylo i od polskiego a z matematyki pojawiala sie co roku nowa wersja zbioru zadan. Wystawalo sie po te wersje w ogoniastych kolejkach przed ksiegarnia na placu Dąbrowskiego (sadze ze kazde miasto ma plan Dąbrowskiego i ksiagarnie WSiP) a niektorzy byli robieni w jelenia i kupowali od łebkow nowy zbior zadan, ktory okazywal sie starym zbiorem zadan niestety. Pani od matmy mowila strone "w nowym zbiorze" oraz "w starym zbiorze"., albo informowala ze w starym zbiorze tego zadania nie ma, albo okazywalo sie ze jest ale "z gwiazdka" albo przyklady mialy inna kolejnosc.

potem przyszło NOWE. Nowe polega na tym ze co roku wywala sie kilka stowek na nowy komplet podrecznikow. Czasami szkoly staraja sie ulzyc doli kieszeni rodzicow i czesc ksiazek udaje sie odkupic od klas starszych- ale nie matematyke. Nie, casus matematyki ma sie dobrze co roku zupelnie nowy lepszy podrecznik, co roku w wakacje mozna kupic wszystkie podreczniki OPROCZ matematyki co roku znajduje sie kilku jeleni co to pan ksiegarz przeciez zapewnial ze to jest nowa wersja.

Podreczniki kosztowaly mnie w tym roku pinc stowek tylko dlatego ze czesc mam zeszlorocznych a stare dziecko w ogole odmowilo kupowania czesci podrecznikow bo i tak nie korzysta. A moja prywatna uczennica z niemisckiej szkoly pokazywala mi niedawno co bedzie miala w przyszlym roku i na koncu jej podrecznika zobaczylam znajoma tabelke :) i sie okazuje ze Niemcy dostaja podreczniki ze szkoly co roku te same- o rany czyli mozna?????

A poza tym co u mnie? bede miala w mieszkaniu tchnienie jadeitu lub bursztynowa komnate- jeszcze nie wiem :)

piątek, 6 sierpnia 2010

Stefan ma komoputer, komputer ma Stefana.

Stefan dostał kompputer pół roku temu i założył sobie internet. Najwiekszym guru komputerowym w rodzinie jest moj maz, wiec pierwsza lekcje mial odbyc on, ale gdy uslyszalam jak w dosc konkretnym tepie wyrzuca z siebie "no wiesz tato najlatwoej zalozyc sobie konto na guglach, tam sobie ustawisz haslo, jak chcesz oczywiscie mozesz skonfigurowac tunderberda...." postanowilam interweniowac :)

wytlumaczylam Stefanowi co to jest myszka i jak sie klika pojedynczo a jak podwojnie, co to znaczy zalogowac i dlaczego Stefan nie sciagnie sobie wirusa.

Niestety komputer sie popsul. Stefan zadzwonil do mnie 3 dni temu z dzika awantura jak to dzieci zepsuly mu komputer i jakie mamy strasznie i niewychowane bachory. Poniewaz dzieci w domu nie zepsuly zadnego z trzech komputerow pomyslalam sobie ze to jednak troche niesprawiedliwe, mogabym wtedy wyrzucic tego starego grzmota bez zalu.... ale poniewaz dobra ze mnie synowa (oraz jak zwykle nie chcialo mi sie gotowac) pojechalam ogladac Zepsuty Komputer. W planie B uwzglednilam opcje ze na haslo " w domu nie ma nawet chleba" zwabie mojego meza do naprawy ZK.

Podeszlam do ZK ostroznie i po zastanowieniu wylaczylam go guzikiem. Odpalilam go ponownie, przeczytalam te wszystkie bla bla o nieprawidlowym wylaczaniu i zamykaniu oraz grozby utraty danych, wcisnelam pare razy OK. Komputer byl naprawiony. Fanfary :)

Tak, kompuetr byl zawieszony i chodzil przez 3 dni bo gozik z napisem OFF nie dal mojemu tesciowi do myslenia wszak to komputer, to nie moglo byc takie proste :)

a jaka teraz jestem dobra synowa.....

I znów przeminął rok....

Czego by sie nie zapomnialo z domu- za to zaplaci karta mastercard, nieprawdaż?

A jak sie zapomni karty mastercard? Gotowki? Patentu zeglarskiego, który figuruje na umowie?

Kiedy dojezdzalam do Gizycka- wlasnie z tego zdalam sobie sprawe...

co wiecej poprzedniego dnia w nocy zdalam sobie sprawe ze wlasnie tego dnia powinnam sie byla w Gizycku znalesc.

Czyli reasumujac o 7.50 znalazlam sie w Gizycku spozniona o 12 godzin i bez kasy oraz patentu. To sie nazywa początek wakacji...

Ale od czego sa przyjaciele? jedna- wyczyscila konto. Reszta- nie nakrzyczala. Pan od jachtu nie wzial kaucji. Druga placila za jedzenie i inne rzeczy wydajac kase przeznaczona na drugi tydzien jej wakacji.

o byl straszliwie ciezki rok, okupiony kilkoma porażkami. Nie chce o nich pisać. Bolaly a ja bylam zbyt odretwiala by wyciagac z nich wnioski.

Na szczescie przyszly wakacje- przyszly tez zagle. Pojechalismy w eksperymentalnych skladach. Po raz pierwszy na dwa tygodnie RAZEM. Plus eksperymenty w skladzie zalogi- wszystkie udane. W ciagu pierwszego tygodnia co prawda przesadzilismy z liczba nieletnich (baaardzo nieletnich)- ale tu opieram sie na zdaniu zalogi- dla mnie nieletnich nie bylo za duzo, ale ja jestem znanym hardkorowcem, ktoremu rumpel i grot wynagradzaja wszystko.

Jak bylo? Bylo jak zwykle cudownie. Byli Osadnicy i RAZ sclabble (gdzie te czasy gdy w Scrabble rznelo sie co tydzien?).

Byl jachtowy powerplay- tym razem taki:

DMUCHA OD PORANKU


Słowa: B. Choiński, Marek Dagnan
Muzyka: trad.

Ref.: Dmucha od poranku | D
I nie przestaje wiać, | D7
Dmie poranku, dmie poranku, | G D
Dmie poranku wiatr. | A7 D

1. "Hellen Maria" z krowim wdziękiem | D
W górę zadarła ster, | D7
Wypięła bohaterską pierś | G D
Z pękatym żagli przedsięwzięciem. | E7 A7

Bosman wysmarkał nos w dwa palce,
Pysk twardo drze do rej,
Wyciąga słodziuteńki trel,
Jak ten pastuszek na fujarce.

2. Stary, wypiwszy miętkich jaj trzy,
Chlapie wesoło gin.
Który z kolei - mniejsza z tym,
A "Hellen" łajba jak się patrzy.

Nastrzykanego sadłem ryja
Wystawił kuk na świat
I z tłustych płuc wypuścił - ach!
Ale się pcha "Hellen Maria"!

3. "Hellen Marię" to ponosi,
Kręci tyłeczkiem, hej!
Powyżej dopuszczalnych miejsc
Frędzlaste kiecki fal unosi.

"Hellen Maria", Bóg Ci dał te
Wdzięki, dziewczątko me -
Stwierdzają wszyscy zgodnie, że
Od kapitana aż do majtek...

Były rozmowy o życiu a rano jajecznica.

Były przechyły i rosołki. Były ogniska.

Pozostały zdjęcia, uczucie bujania przez kilka dni. Kilka kamykow i serce wpięte agrafką w żeglarską kurtkę. I śpiewnik, stworzony przez Berka tuż przed wyjazdem...

środa, 16 września 2009

Duma

Jestem w stanie wojny światowej ze Stefanem- której już mi sie liczyć nie chce, ale jednej z niewielu świadomych.

Ponieważ jestem dobrą synowa- wprosilam sie do teściów na obiad. Nie, wprosiłam się bo nie chciało mi sie gotować- ale dobrą synowa jestem dlatego, że zmusilam dzieci do wyprodukowania prezentów z okazji imienin Stefana. Imieniny były 2 września, ale chłopak nie wyprawiał. Nie muszę oczywiście dodawać, ze zmusiłam owego dnia mojego własnego meża, syna Stefana do wykonania telefonu? Oraz dzieci do wykonania tego telefonu, co świadczy o tym, że dobra synowa jestem. Sama nie zadzwoniłam, gdyz mam wlasnego Stefana osobistego.


No wiec jestem dobra synową, cbdu.

Jako dobra synowa nie rozpoczynałam dyskusji światoi[pogladowych przed obiadem, gdyż obiadu nie mialam- pochlonelismy wiec obiad, deser i przy kawce poczelam wysluchiwac rad dotyczacych wychowania gdyz Stefan, tytan pedagogiczny zawsze odczuwa potrzebe podzielenia się wiedzą. Przy okazji wyszlo na jaw, ze siostrzeniec meza czuja sie obrazony (tak przypominam mamy 21 wiek), ze nie zaprosilismy go na Komunie (nie jest chrzesnym, nawet nie jest specjalnie wierzacy)- a nie zaprosilismy go gdyz moja tesciowa mnie o to poprosila gdyz... no niewazne.... prawde mowiac obsmialam sie jak norka w duchu na szczescie gdyz jestem dobra synowa, kolesia nie lubie, uwazam ze jest gorszy od dziadka.

Po jakims czasie usmiechania sie i braku komentarzy na temat rewelacji pedagogicznych gdyz jestem dobra synowa Stefan raczyl mnie pouczyl ze dzieci nalezy motywowac, nie rozpieszczac itd. Na co nadmienilam, ze jesli juz musi dzieci motywowac to bardzo prosze nie tykac trzeciej ktora ma kompleksy jak stad do wiecznosci w sprawie swojej tuszy mniemanej. Trzecia- dla porzadku nalezy dodac sklada sie wylacznie z czystej zywej tkanki miesniowej, ma nawet lekko zarysowane miesnie brzucha, 6 razy w tygodniu chodzi na plywanie, 2 razy w tygodniu chodzi na biegi, a weekendy spedza zeglujac. Nie ma wiec czasu byc gruba. A figure ma jaka ma, typowa grucha i tyle.

Stefan zle znosi krytyke wiec na mnie napadl, glos podniosl nieco i swoja wypowiedz jak to wazna jest motywacja spuentowal mowiec ze "chyba nie chcielibysmy by nasze dziecko bylo podobne do nas". Oczywiscie w pierwszym odruchu chcialam powiedziec ze owszem nie chcialabym zeby nasze dziecko bylo podobne do moich 30 kg nadwagi lub podobnej wartosci nadwagi starego- ale mnie zatchnelo. Splynelo na mnie nathcnienie i powiedzialam ze owszem chcialabym zeby moje dziecko bylo podobne do mnie- kobiety wesolej, optymistycznej, pracowitej. Cchcialabym by znalazlo prace, ktora kocha- jak ja. By mialo w sobie pasje- jak ja. Chcialabym zeby zakochalo sie kiedys na zaboj i mialo dzieci jesli sobie wymarzy, albo zeby ich nie mialo jeslo nie bedzie chcialo. Chcialabym zeby bylo odwazne, zeby bylo kobieta swiadoma wlasnej wartosci, zeby nie mialo kompleksow. Zeby mialo pomysly na siebie nawet w wieku 35 lat.

Stefan nie wiedzacy co powiedziec- to widok za ktory warto zaplacic karta mastercard.

A ja- jako ze moja motywacja bycia dobra synowa czmychnela gdzie pieprz rosnie- udalam sie do domu- wszak obiad juz zjadlam, godzac sie z faktem ze przez najblizsze tygodnie jednak gotowac bede musiala sama :)

wtorek, 1 września 2009

W szkole w klasie pierwszej ''a,''

Nie, to nie była klsa pierwsza, Stasio oraz Rysio stwaili sie w balych koszulach a Zdzisio co w tej klasie sie postarzal chyba juz szczesliwie nie przyjdzie :) No slowem poczatek roku. Odbylam dwa poczatki dzisiaj na jedno przemowienie derektora sie zawloklam, chociaz ni diabla nie wiem po co ono a pan derektor z ekspresja Mazowieckiego mowiacy, ze "prawda was wyzwoli wiec sie uczcie" wprawil moja przepone w skurcze.

Nie lubie poczatku roku bo to taki dzien na pustym przebiegu. Co szkodziloby zatrzymac dzieci te 6 godzin w klasach, jeszcze bez podrecznikow, pogadac o tym, co w tym roku beda robic, zrobic orientacyjna powtorke w formie quizu? Albo od razu zaprosic dzieci na 2 wrzesnia i nie udawac, ze szkola zaczyna sie pierwszego?

Zlikwidowali mlodej podzial na grupy w angielskim- bo sa 23 osoby a podzial przysluguje dla 24. W zwiazku z tym szukam jakiegos kursu i wkurzam sie straszliwie. No OCZYWISCIE, ze byloby lepiej gdyby dzieci mialyby 6 godzin jezyka tygodniowo, no ale z drugej strony umowmy sie- 3-4 godziny tygodniowo w grupie 12 osobowej z dobrym nauczycielem, w pracowni jezykowej spokojnie moze dac przyzwoicie komunikatywne rezultaty. Natomiast te same 4 godziny w klasie 24 osobowej niezaleznie od poziomu nauczyciela i pracowni- da gowno. Szczegolnie ze klasa wczesniej byla rozpoziomowana i dwie grupy roznily sie poziomami dosc konkretnie. Juz wolalabym zeby szkola umyla rece i powiedziala- to my nie uczymy a dzieci i tak egzamin z jezyka beda zdawac. Teraz szkola robi dokladnie tak wlasnie, z tym ze zabiera z zycia dzieciom 4 godziny, ktore moznaby poswiecic na chodzenie na jakis kursik, prawda?

Po drugie- angielski nie moze byc w grupach, ale religie sa dwie w tygodniu w dodatku zadna z nich nie jest na pierwszej lub ostatniej lekcji- za moich czasoe religia/ etyka byla jedna i faktycznie na ogol byla ostatnia. Za to w poniedzialki ostatnia jest matematyka- jest to 8 godzina lekcyjna, poprzedzana przez 2 godziny lekcyjne biegow (tak tak biegow po lesie, przelaje jak sie patrzy) a rano tego dnia jest godzina zegarowa basenu. No a religia tego dnia jest 3.

Przypomnialam sobie ze szkoly to ja jednak nie lubie. Bo dobrze dobrze ja wiem ze koldra za krotka i z kazdej strony brakuje ale te braki sie objawiaja w takich miejscach ze ja odpadam.