W tym roku ominal nie wyjazd w góry.żagle czekałam więc jak na zbawienie- ten wpis będzie chaotyczny, bo trudno opisać to na co czekam cały rok, trudno przypomnieć sobie te wszystkie historie, trudno wreszcie opisac typowe żeglarskie przygody tak, aby laik poczul w tym to COŚ. Ale uwierzcie mi- TO tam jest.
a To jest Manio :)
Nie bede sie dublowac i do opisu pierwszego tygodnia odsylam TU
Podopowiadam za to :)
pływalismy w słoncu

oraz w deszczu:

w burzy:

i przez wrota tęczy:

w środku zazwyczaj było tak:
a na pokładzie jak to na pokładzie:


były tradycyjne rosołki na bojach:

i mniej tradycyjne kaczusie:

tępione przez nas łabędzie z rodzinami:
oraz tajemnicza i złowieszcza wyspa kormoranów:
nad którą latało coś drapieżnego:
Jedni bawili się świetnie:

Inni robili dobrą minę do złej gry(wtedy wiała szóstka wiec dziewczyny były zestresowane):
Zaloga chodzila jak stara naoliwiona maszyna- zero spiec, klotni, problemow. Decyzja by Rodzynka podmienic dwiema dziewczynkami- genialna. Dziewczynek bylo 5 i zgrały sie wysmienicie, a ja odpoczywalam na calego. Decyzja by wziac Eksa- jeszcze genialniejsza- on nienasycenie zeglowal, a ja zbieralam sily przed nastepnym tygodniem. Spiewalismy jak zwykle za malo. Jak zwykle bylo za krotko, wieczorow za malo, dni mijaly jak szalone, a Mazury byly jak zwykle zbyt piekne. Spalam za dlugo a za malo plywalam. Jedzenie bylo za smaczne. I jeszcze ci Osadnicy....
Ogolnie bylo beznadziejnie.
W sobote rano wywalilam moja zgrana i wyluzowana zaloge i wladowalam na to miejsce mojego meza, syna i dwojke znajomych z Zuzia. On- spokojny, byly regatowiec i widac bylo ze bardzo mu sie podoba. Ona- plywalam juz z nia 6 lat temu- generalnie zestresowana. Mielismy plywac tydzien- dalismy rade 4 dni. Niestety, ja do zalogi potrzebuje ludzi zrownowazonych. Ale nie bede narzekac byl eksperyment i sie nie powiodl i tyle. Zostalismy ze Starym- nie zaglarzem, dzieciakami oraz para znajomych na drugiej lodce. Stary nie jest zeglarzem.
Stary czuje sie bezpiecznie gdy trzyma silnik. Wiec trzymal. Niestety oczekiwal ode mnie koncepcji co z tym silnikiem na robic a nastepnie je kwestionowal :)
Probka z Gizycka- wyplywamy.
Ja: powoli do przodu, skrec silnik.
Stary: nie skreca
Kolega z dziobu (jeszcze wtedy byl): nie skrecamy
Stary: nie skreca
Facet z jachtu obok: musisz skrecic silnikiem
Stary skreca :)
Plyniemy tylem- moja koncepcja wyplynac spory kawalek, kiedy bede daleko od tych betonow i kapielisk to sie odkrece. Plyne wiec.
Stary: no to juz mozemy do przodu dawac- po czym wrzuca mi silnik na bieg do przodu. Jacht duzy i ciezki oczywiscie zanim zalapie- to trwa- wiec jade z betonowe nabrzeze powoli i nieublaganie. Ale dobra opanowalam jacht i mowie staremu zeby nic mi nie zmienial (stary oczywiscie siedzi wgapiony w silnik i nic nie widzi).
Stary- rozglada sie; no jak ty plyniesz trzeba wycofac i bach bieg do tylu wrzuca- wiec znowu krecimy sie jak gowno w przereblu.
Probka ze Sztynortu- juz sami. Stary odpala silnik i plynie skrecajac silnikiem.
Ja: dobra juz wystarczy skontruj.
Stary- nie kontruje, prostuje silnik, wiec lodka dalej skreca wykrecamy koleczko.
Ja: sila spokoju, na szczescie mamy kupe miejsca :)
Facet z jachtu obok patrzy mi gleboko w oczy i mowi ze nas nakieruje na wyjsce z basenu :)
Wiec postanowilam zmienic modus operandi. Stary dostal w posiadanie ster oraz silnik i polecenie by sie z nimi dogadac. poburzyl sie troche po czym zaczelismy wszedzie wchodzic jak po sznurku :)
cóż, mogłabym tak długo :)
Po pierwsze primo ;) : cały blog przeczytany w dwa wieczory - znakomity, masz fantastyczne "pióro". Taki inteligentny, i optymistyczny, i czasami taki do zamyślenia, i wzruszający - przy opisie maratonów aż mnie ściskało.
OdpowiedzUsuń na zawszePo drugie primo: podziwiam za te maratony z całego serca, jesteś niesamowita
Po trzecie primo: ja też kocham Bieszczady i brakuje mi ich tutaj, za wielką wodą, jak cholera, a widoki na przylot do Polski, a już w ogóle w Bieszczady na razie mocno mgliste :(
I po czwarte primo: ech, Samantha... :). Z żaglami miałam okazję się zaprzyjaźnić i chociaż głębokiej wody się boję, pływam stylem rozpaczliwym, to jednak do żagli poczułam miłość od pierwszego wejrzenia. No i jeszcze szanty... :)
Dzisiaj właśnie u mnie szanty rozbrzmiewają w głośniczkach i czekam na kolejny powiew radości przy kolejnym polonijnym festiwalu szantowym - a na nim mój ulubiony "Kowal" śpiewający swoją "Samanthę" :)
Pozdrawiam zza wielkiej wody,
madziaro