Kilka dni temu nawiedził mnie sen- chyba najbardziej frapujący w życiu.
czesc 1- niestety zaginiona. Sen uciekl mi z pamieci zamin znalazlam papier. Ale jestem pewna ze byla....
czesc 2- przyszpilona, ale zginela mi karteczka. Wiec pisze co pamietam.
P to wieloletni przyjaciel z podstawowki, ktorego talenta pedagogiczne ratowaly mnie z tarapatow w przedmiotach scislych, prawdziwy kumpel. Drogi nam sie rozeszly ale nadal mamy ze soba kontakt okazjonalny. A. to przyjaciolka z lat dziecinnych, znajomosc z nia trwala dopoki sie nie przeprowadzilam, pozniej wiezy sie rozluznily- nie mamy ze soba kontaktu. Amor to tez kolega z dziecinstwa- on wymyslil moje przezwisko, pod ktorym znaja mnie w realu a nawet na forum jednym. Mieslismy epizod... chodzenia....nie, bardziej to byla platoniczna proba chodzenia :)
Siedze na łóżku w moim pokoju w domu moich rodzicow. Ze mna są P. i A. Gadamy sobie i nagle spostrzegam ze obok P. siedzi dziewczyna ubrana na czarno- nie znam jej, ona nie bierze udzialu w rozmowie. Po prostu tam jest. Pozniej nagle spostrzegam ze P. nie ma nogi- jakos powyzej kostki jest ucieta, nie pamietam czy to kikut w bandazu, czy bez. Po prostu jej tam nie ma. Mam poczucie ze wiem co sie stalo, wiec to nie jest przedmiotem naszej rozmowy ale cos o tej nodze mowie, P. odpowiada. Po chwili P. kladzie sie na moim łóżku i zaczyna płakac. Pocieszam go, glaszcze po glowie jak dziecko, przytulam, caluje w czolo. I mowie: czy to nie Ironia ze ty i Amor nie macie nogi a A. nie ma reki"- i faktycznie patrze sie na A. i dopstrzegam ze nie ma reki od przedramienia.
ciecie
3 czesc, najbardziej mie poruszyla :)
T. To moj kolega z liceum. Wysoki, dosc mocno zbudowany, niesamowicie silny. Obiektywnie byl brzydki, niezgrabny, mowil niewyraznie zaslaniajac usta reka, mial przetluszczajace sie wlosy i nie mogl podobac sie nastolatkom. Subiektywnie- byla w nim taka niezaleznosc, tajemnica, ktora mnie w nim pociagala. Zawsze mialam sklonnosc do mezczyzn mrocznych :) U T. cieszylam sie specjalnymi wzgledami, rozmawial ze mna jako z jedyna dziewczyna w klasie, i na imprezach (ja bylam zawsze trzezwa gdyz nie pilam, a on zawsze byl pijany, jako jeden z niewielu facetow potrafil wlac w siebie duzo i nadal byc skladnym tylko nieco bardziej rozmownym), jak teraz na to patrze- lecial na mnie :) Byl szalenie Inteligentny.
M. jego wierny towarzysz, na lekcjach grali w szachy bez szachownicy, lekcewazyli nauczycieli, zdali mature swietnie. M. przewija sie czasami gdzies na NK, T. zaginal, nikt nic o nim nie wie :)
Akcja dzieje sie na uniwersytecie- bardzo podobnym do Hogwartu. Jest pierwszy dzien zajęć. Spotykam M. Rozmawiamy. Nagle podchodzi do nas T. siadamy razem na parapecie, rozmawiamy o lektoratach. Ja ide na francuski, on wybiera sie na angielski. Konczymy rozmowe, on juz prawie pdchodzi i nagle czuje uscisk jego rak, nie pada zadne slowo ale atmosfera robi sie duszna.
Pozniej jestem na wykladzie- same obce twarze. Dzielimy sie na grupy, wykladowca rozdane materialy, miedzy innymi druki KP :)
Wracam do pokoju w akademiku- na moim biurku lezy ksiazka, w niej list od T. Milosny. Nie pamietam co jest w liscie, pamietam ze zawiera obietnice ze za 3 lata bedziemy mogli byc juz razem (wyrazny wplyw Ani na Uniwersytecie, ktora podczytywalam ostatnio), ze zawsze mnie kochal i bedzie kochal. Ide do jego pokoju, przepelnia mnie szczescie, wchodze, sa tam jacys inni nieznajomi i twarz T. i jego oczy blyszczace szczesciem i usmiecham (T. mial to do siebie ze byl naprawde proczny i nawet kiedy sie usmiechal to ironicznie a oczy nie smialy mu sie nigdy).
Budze sie, caly dzien mna lekko telepie, te emocje byly naprawde silne. O co chodzi- dlaczego moj mozg powyciagal duchy przeszlosci do tego scenariusza?
Subskrybuj:
Komentarze do posta (Atom)
0 komentarze:
Prześlij komentarz