Ponieważ jestem dobrą synowa- wprosilam sie do teściów na obiad. Nie, wprosiłam się bo nie chciało mi sie gotować- ale dobrą synowa jestem dlatego, że zmusilam dzieci do wyprodukowania prezentów z okazji imienin Stefana. Imieniny były 2 września, ale chłopak nie wyprawiał. Nie muszę oczywiście dodawać, ze zmusiłam owego dnia mojego własnego meża, syna Stefana do wykonania telefonu? Oraz dzieci do wykonania tego telefonu, co świadczy o tym, że dobra synowa jestem. Sama nie zadzwoniłam, gdyz mam wlasnego Stefana osobistego.
No wiec jestem dobra synową, cbdu.
Jako dobra synowa nie rozpoczynałam dyskusji światoi[pogladowych przed obiadem, gdyż obiadu nie mialam- pochlonelismy wiec obiad, deser i przy kawce poczelam wysluchiwac rad dotyczacych wychowania gdyz Stefan, tytan pedagogiczny zawsze odczuwa potrzebe podzielenia się wiedzą. Przy okazji wyszlo na jaw, ze siostrzeniec meza czuja sie obrazony (tak przypominam mamy 21 wiek), ze nie zaprosilismy go na Komunie (nie jest chrzesnym, nawet nie jest specjalnie wierzacy)- a nie zaprosilismy go gdyz moja tesciowa mnie o to poprosila gdyz... no niewazne.... prawde mowiac obsmialam sie jak norka w duchu na szczescie gdyz jestem dobra synowa, kolesia nie lubie, uwazam ze jest gorszy od dziadka.
Po jakims czasie usmiechania sie i braku komentarzy na temat rewelacji pedagogicznych gdyz jestem dobra synowa Stefan raczyl mnie pouczyl ze dzieci nalezy motywowac, nie rozpieszczac itd. Na co nadmienilam, ze jesli juz musi dzieci motywowac to bardzo prosze nie tykac trzeciej ktora ma kompleksy jak stad do wiecznosci w sprawie swojej tuszy mniemanej. Trzecia- dla porzadku nalezy dodac sklada sie wylacznie z czystej zywej tkanki miesniowej, ma nawet lekko zarysowane miesnie brzucha, 6 razy w tygodniu chodzi na plywanie, 2 razy w tygodniu chodzi na biegi, a weekendy spedza zeglujac. Nie ma wiec czasu byc gruba. A figure ma jaka ma, typowa grucha i tyle.
Stefan zle znosi krytyke wiec na mnie napadl, glos podniosl nieco i swoja wypowiedz jak to wazna jest motywacja spuentowal mowiec ze "chyba nie chcielibysmy by nasze dziecko bylo podobne do nas". Oczywiscie w pierwszym odruchu chcialam powiedziec ze owszem nie chcialabym zeby nasze dziecko bylo podobne do moich 30 kg nadwagi lub podobnej wartosci nadwagi starego- ale mnie zatchnelo. Splynelo na mnie nathcnienie i powiedzialam ze owszem chcialabym zeby moje dziecko bylo podobne do mnie- kobiety wesolej, optymistycznej, pracowitej. Cchcialabym by znalazlo prace, ktora kocha- jak ja. By mialo w sobie pasje- jak ja. Chcialabym zeby zakochalo sie kiedys na zaboj i mialo dzieci jesli sobie wymarzy, albo zeby ich nie mialo jeslo nie bedzie chcialo. Chcialabym zeby bylo odwazne, zeby bylo kobieta swiadoma wlasnej wartosci, zeby nie mialo kompleksow. Zeby mialo pomysly na siebie nawet w wieku 35 lat.
Stefan nie wiedzacy co powiedziec- to widok za ktory warto zaplacic karta mastercard.
A ja- jako ze moja motywacja bycia dobra synowa czmychnela gdzie pieprz rosnie- udalam sie do domu- wszak obiad juz zjadlam, godzac sie z faktem ze przez najblizsze tygodnie jednak gotowac bede musiala sama :)
Wieczna,
OdpowiedzUsuń na zawszePieknie to powiedzialas.
pozdrawiam,
novembre
Chcialoby sie wrecz powiedziec: duma i uprzedzenie ;)
OdpowiedzUsuń na zawszepuenta: niesamowita
Niestety - w koncu i tak zaprosza Was kiedys na obiad. I znow bedziesz musiala wysluchiwac monologow Stefana na temat. Nie wierze, ze ten facet sie kiedys zmieni. On calkiem jak moja mama jest...
YennaM
Tak trzymaj :)
OdpowiedzUsuń na zawszenastępny uroczysty obiad gdzieś pewnie w okolicach Świąt więc wiele nie tracicie :)
Właśnie przyszłam od Zakładki.
OdpowiedzUsuń na zawszeNie znałam Cię, ale już mi się tu podoba :)
kociubińska